Refleksje z czasów zarazy

Wszyscy mają wirusa – mam i ja!
Na razie tylko w ramach wpisu na blogu i mam nadzieję, że tak zostanie. Nie napiszę o tym jak postępować i walczyć z wirusem, bo nie jestem lekarzem. Nie będę pisał o danych statystycznych bo ich nie śledzę. I tak nie mam na to wpływu, więc po co się tym interesować? Robię zwyczajnie dalej swoje, konsekwentnie. Czyli między innymi publikuję na blogu.
Jeżeli zamiast powszechnej paniki interesuje Cię inne, konstruktywne spojrzenie na całe to zamieszanie, to zapraszam dalej.

I co z tego?

No właśnie. Czy w tej sytuacji może być coś wartościowego?
Napiszę to otwarcie, żeby nie było wątpliwości – jest mi niezwykle szkoda każdego życia zabranego przez wirus. Takie rzeczy bardzo bolą i ciężko się z nimi pogodzić. Tym niemniej my, którzy jeszcze jesteśmy mamy wolny wybór. Możemy dać się zwariować, fascynować wiadomościami z TV i łańcuszkami na Facebooku, albo podejść z rozsądkiem do całej sytuacji i wyciągnąć z niej wnioski. A jakie wnioski?

Friends will be friends

Nie od dziś wiadomo, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Czy masz kogoś takiego, kto przyjedzie nawet z drugiego końca świata kiedy będziesz w potrzebie? Jeżeli tak, to naprawdę super a jeżeli sądzisz, że tak, to mam nadzieję, że nie będziesz musiał/a tego weryfikować.
Dzisiaj każdy ma setki znajomych w social media. Często wirtualnych, papierowych znajomości tylko po to, aby wysłać kolorową naklejkę urodzinową raz na rok.
Ewentualnie jest też druga duża grupa, czyli starzy znajomi, którzy odgrzebują listę kontaktów bo zajęli się sprzedażą przez Internet. I tak to się kręci.
Może czas zarazy zweryfikuję Twoją listę znajomych i pokaże kto tam powinien zostać a kogo można z czystym sumieniem wypisać i zapomnieć? Może wystarczy mieć obok kilka bliskich osób zamiast setek wirtualnych znajomych?

Masz czy jesteś?

Przed wirusem nie uciekniesz nowym, szybkim samochodem. Nie ochronią Cię przed nim również ekskluzywne płytki marmurowe pieczołowicie dobierane do nowego, za dużego domu. Widmo choroby i śmierci naturalnie wciska hamulec ręczny i wyświetla wielkie STOP! Po co to wszystko?
Wyobraź sobie, że zdiagnozowano u Ciebie tę chorobę. Stan jest stabilny, ale myśli już krążą gdzieś wokół czarnych scenariuszy. Czy daje Ci radość myśl o ogromnej liczbie nadgodzin w korpo, dzięki czemu stać Cię było kupić nowy, nieco lepszy od poprzedniego samochód? A może rozmyślasz o tym, jak miło by było zobaczyć wschód słońca gdzieś na hiszpańskiej plaży zajadając przy tym mandarynki zerwane prosto z drzewa?
Masz jakąś pasję? To zajmij się nią, po co czekać?



Mówisz czy działasz?

W ostatnich latach jak grzyby po deszczu rosła grupa różnego typu „kołczów pseudo-motywacyjnych”. Ludzi, którzy siedząc wygodnie w fotelu opowiadają Ci jak to masz wychodzić ze strefy komfortu i walczyć o swoje. Skoro można z czegoś takiego żyć, to pewnie jest zapotrzebowanie. A przynajmniej było.
Mam nadzieję, że ciężkie czasy oddzielą tych co tylko mówią od tych co robią. Tych, których wiedza bazuje na lekturze kilku książek od tych, którzy faktycznie mają doświadczenie i potrafią coś praktycznego zrobić dla innych. Tych, którzy się boją od tych, którzy się boją i działają.

Jak powiedział jeden z wielkich ludzi tego świata, ktoś kto przeżył znacznie gorsze warunki niż brak ryżu na półkach sklepowych:

Człowiekowi można odebrać wszystko z wyjątkiem jednego – ostatniej z ludzkich swobód: swobody wyboru swojego postępowania w konkretnych okolicznościach, swobody wyboru własnej drogi.

Nie bój się zrobić czegoś bezinteresownie dla drugiej osoby. Zwłaszcza teraz. Może jesteś w stanie wykorzystać swoje umiejętności lub wiedzę, aby pomóc innym? Bądź tym, który wspiera. Działaj zgodnie z duchem servant leadership.

Jeżeli natomiast ja mogę Ci w czymś pomóc to napisz do mnie śmiało na artur@swiatprzywodztwa.pl lub odezwij się innymi kanałami.

Doceniaj

Kazik dawno temu śpiewał piosenkę z refrenem „hej, hej, hej, inni mają jeszcze gorzej”. Właśnie…czy to jest taki dramat? Że nie ma makaronu w sklepach? Że możemy siedzieć w ciepłym mieszkaniu, zamówić zakupy online, pracować zdalnie i w zasadzie ograniczyć ryzyko zachorowania do 0%? Przesiedzieć, poczekać jak minie i już.
A inni? Na przykład Afryka? Tam obecność wirusa jest na poziomie zerowym. Nikogo nie stać na testy. Ludzie po prostu umierają. Nie wiadomo na co. Muszą i tak wyjść na zewnątrz aby zdobyć jedzenie, wodę. O lekach nie ma co mówić. Dezynfekcja, maseczki – zapomnij.

Doceńmy to co mamy. Materialnie – sytuację, która często nie jest zła i niematerialnie – ludzi, których mamy wokół. Może to wystarczy, może nie potrzeba więcej?

Ryzyko

Ostatni wątek jest bardziej zawodowy, projektowy. Ciekawe ile z dużych projektów ma w analizie ryzyka wpisane punkty o pandemii? Jest to dobry przykład na to, jak świat może być nieprzewidywalny. Dobrze mieć w zapasie jakiś plan B, albo C czy D. Coś na wszelki wypadek. Na wypadek nieprzewidzianego.

Na koniec

Trzymaj się zdrowo. Jeżeli zachowamy zimną krew, będziemy dla siebie nawzajem pomocni i życzliwi a przede wszystkim przezorni, to będzie dobrze.
Ja patrzę w przyszłość spokojnie. Bez lęku. Niczym bohaterowie kultowej powieści Márqueza, płynący w swój wymarzony rejs, gdy wokół szaleje zaraza.
I tego też Tobie życzę.


Artur GułaArtur Guła, pasjonat tematyki zarządzania i przywództwa z życiową misją dzielenia się wiedzą i doświadczeniami z innymi menedżerami.
Doświadczony lider w projektach IT z różnych dziedzin.
Autor książki Fascynujący świat przywództwa.

2 myśli na “Refleksje z czasów zarazy”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.